|
IX
Międzynarodowy
Festiwal Filmu – Muzyki - Malarstwa Młodzieżowe Warsztaty Interdyscyplinarne 04 - 16.07.2005r. |
||
| LATO Z MUZAMI 2001 | program | |
| LATO Z MUZAMI 2002 | galeria | |
| LATO Z MUZAMI 2003 | festiwal dzień po dniu | |
| LATO Z MUZAMI 2004 | ||
Festiwal dzień po dniuTegoroczne ,,Lato z Muzami”® rozpoczęło się 4 lipca 2005 r. międzynarodowym plenerem malarskim i międzynarodowymi, wakacyjnymi warsztatami artystycznymi dla młodzieży. Te ostatnie stanowiły osnowę, na której wyrosły wszystkie późniejsze dokonania artystyczne prezentowane przez młodzież podczas festiwalu i na jego zakończenie. 4.07.2005 r. (poniedziałek) Przyjazd młodzieży i wykładowców z Polski oraz zagranicy – rozpoczynają się warsztaty artystyczne. Ich istotę trafnie uchwycił p. Paweł Siedlik z łódzkiej ,,filmówki”: „Na środku jeziora kołysze się łódka, pusta. Za chwilę ktoś do niej wsiądzie, podniesie żagiel i łódź zacznie płynąć w stronę brzegu. Kto w niej będzie, jeszcze nie wiemy... Nie wiemy także, do którego brzegu chcą płynąć. To nie my będziemy sterować tą łodzią, ale zrobimy wszystko, żeby płynęli bezpiecznie. Powiemy im, korzystając z własnego doświadczenia i wiedzy, co może ich spotkać na brzegu, kiedy już tam dopłyną”. W tym roku program jest szczególnie ambitny, ciekawy i adekwatny do nazwy festiwalu, a przede wszystkim przystający do zainteresowań jego uczestników. Zakończeniem dnia dla „warsztatowiczów” jest integracyjna dyskoteka w klubie ,,Przystań”. 5.07.2005 r. (wtorek) Po śniadaniu ruszają zajęcia warsztatowe w poszczególnych grupach zainteresowań: film, fotografia, teatr, teatr tańca, malarstwo, gra na instrumentach perkusyjnych, emisja głosu. O założeniach programowych warsztatów mówią niektórzy z wykładowców: Jarosław Danielski - montażysta z Łodzi- Założenia są takie, żeby młodzież zapoznała się z wieloma czynnikami, które składają się na dzieło zwane filmem. Film zaczyna się na papierze, od pomysłu. Później idzie się na plan, kreci zdjęcia z aktorami, nagrywa się dźwięk i montuje go z obrazem - to jest taka forma ostateczna. Ten element twórczości filmowej jest mało znany dla przeciętnego człowieka i z tych względów chcemy mu go przybliżyć, aby w przyszłości mógł oglądać filmy z pełną świadomością istnienia wartości osiąganych przez montaż obrazu i dźwięku. Tomasz Komorowski - fotografik, Muzeum Kinematografii w Łodzi- W tym roku chciałbym zająć się portretem w fotografii i pokazać przykłady od lat 60. XIX wieku, jak portret byt traktowany przez fotografików - od Nadara do współczesności, do polskich fotografików jak Gierałtowski. Przywiozłem sporo filmów o fotografikach po to, aby zapoznać młodzież z wielką klasyką. np. Avedon. Mam mocne postanowienie urządzić taki warsztat, w którym będziemy pracować tylko nad portretem i generalnie fotografować ludzi. Pragnę przy okazji przybliżyć postać Augusta Sandera, bardzo ciekawego fotografika niemieckiego, głównie działającego przed wojna, do roku 1936. Miał wspaniały projekt pokazania precyzyjnie całego szerokiego przekroju społeczeństwa niemieckiego. To zostało zaprzepaszczone po dojściu nazistów do władzy, którzy uznali, że niektóre jego zdjęcia nie pokazują rasy nadludzi. Na szczęście po wojnie uratowano sporo jego negatywów. Sander zmarł w 1964 roku. Pół roku temu miał wielką wystawę w Berlinie. Za jego przykładem być może zrobimy jakiś mały album o Nowogardzie. Zobaczymy! Andrzej Sojka - absolwent Uniwersytetu Zielonogórskiego, kierunek animacja społeczno-kulturalna - Nauczyć młodzieży pojęcia rytmu jako rytmu w życiu, w naszym organizmie, w naszych poczynaniach, w tym co robimy - bo wszystko jest rytmem. A także wyciągniecie z siebie własnego, intuicyjnego rytmu, chronienie go, aby nikt nie mógł tego zakłócić. Rytm jest wyjściem do gry zespołowej. Przez dwa tygodnie nie jestem w stanie nauczyć tych młodych ludzi technicznej gry tak, żeby używali wszystkich możliwych zakresów melodycznych, etnicznych itd. Uczę ich bazy, różnych ćwiczeń ruchowo-rytmicznych po to, aby mogli zobaczyć jak naprawdę wygląda gra na bębnach. Dzisiaj udowodniłem im, że potrafią grać i w tym roku będziemy akompaniować wokalistkom podczas koncertu. Iwona Olszowska - choreograf, PWST w Krakowie - Z grupą teatru tańca staram się pracować nad przestrzenią ruchu w emocji, bo często zdarza się, że aktorzy mają problem z artykułowaniem tekstu i poruszaniem się w przestrzeni. Gest ma swoje kierunki w przestrzeni, swój ciężar, swoje napięcie i w te stronę będziemy to prowadzić. Z grupą początkującą prowadzimy podstawy tańca współczesnego, ogólne zasady, pewne koneksje w ciele, bycie w pionie i poza nim. Z grupą średnio zaawansowaną chciałabym uzupełnić rzeczy, które nie do końca były przez młodzież przerobione wcześniej. To będzie wskazanie dla kierunku, którego się uczą.. Taniec każdy odbiera indywidualnie: dla jednych jest to czysta radość, dla innych sposób poznawania świata, dla jeszcze innych być może zmaganiem się z sobą, ze swoimi umiejętnościami. Myślę, że każdy uczestniczący w tych warsztatach dostaje coś dla siebie. Taniec to jest taka dyscyplina, w której wydziela się najwięcej feromonów radości. Halina Pokorska - komisarz pleneru, artysta malarz, Nowogard- Na warsztatach uczymy podstaw rysunku i malarstwa, zdając sobie sprawę, że młodzież z małych miejscowości ma mniejszy dostęp do tych przekazów. Pewną innowacją tegorocznych warsztatów malarskich jest to, że każdy z malarzy biorących udział w plenerze wyraził chęć udziału w tych warsztatach, w podzieleniu się z młodzieżą swoimi doświadczeniami, co jest szalenie ważne w kształtowaniu wrażliwości młodych ludzi. Paulina Sienko - absolwentka Uniwersytetu Zielonogórskiego, studentka Psychoterapii tańcem i ruchem w Warszawie; Ludger Lamers - choreograf, Niemiec mieszkający w Portugalii - Taniec jest dla nas relacją między sobą, innymi ludźmi i całym otaczającym nas światem. Z grupą średnio zaawansowaną pracujemy nad projektem choreograficznym zmierzającym w kierunku workshops - performance, który roboczo nazwaliśmy „Brama". Inspiracją tego zamierzenia stały się mury obronne miasta wieńczące zejście kaskadowe w kierunku jeziora. Wspólnie poszukujemy tajemnicy tkwiącej na zewnątrz w tej historycznie uwarunkowanej przestrzeni, jak i wewnątrz nas samych przy pomocy ruchu, gestu i tańca traktowanych bardziej intuicyjnie. Przedmiotem zajęć w dwóch pozostałych grupach, będą podstawy improwizacji, praca nad skupieniem, samodzielnością, umiejętnością podejmowania decyzji, ryzyka scenicznego, a także instrumentalnego traktowania improwizacji przy budowaniu roli. Atrakcją gorącego wieczoru były zmagania sportowe na plaży miejskiej: zawody kajakowe, rozgrywki piłkarskie, tenis stołowy, wyścigi motorowe itp. Dobrze zorganizowany turniej sportowy w międzynarodowej obsadzie przyniósł sporo wrażeń uczestnikom i przełamał bariery językowe. Zawiązały się pierwsze sympatie i przyjaźnie. 6.07.2005 r. (środa) Mimo upalnego poranka wszyscy uczestnicy warsztatów wykazują twórczy zapał do pracy. O wypowiedź poprosiłem wykładowców i uczestników warsztatów: Tomasz Edelman – wykładowca PWSFTViT w Łodzi -Na przestrzeni dwóch, trzech lat powstała tutaj grupa młodych filmowców, która sama wybiera tematy, a one z kolei wymagają nowego obrazowania. I to oni realizują własne propozycje, własnymi metodami, własnymi sposobami. My jesteśmy tylko osobami, które potrafią docenić to i w jakiś sposób ukształtować, aby ten obraz miał więcej do powiedzenia. Ci młodzi ludzie nie maja prawa znać wszystkich najnowszych form przekazu, od tego jesteśmy my, natomiast oni „pukają w siebie" i to jest najcudowniejsze, bo tym samym opowiadają o sobie. Mówią uczestnicy warsztatów: Radoslaw Zagórski, Nowogard: - Na warsztatach jestem już trzeci raz, a na fotograficznych już drugi. Doświadczenia wyniesione z nich zmieniły mój sposób patrzenia na świat. W przyszłości myślę o założeniu studia fotograficznego. Wojciech Wojtyniak, Nowogard: - Jestem drugi raz na warsztatach, uczę się analizy kadru, techniki robienia zdjęć. Jestem bardzo zadowolony. Gehrt Sascha, Greifswald: - Jestem pierwszy raz na warsztatach, jest bardzo fajnie. Wszyscy są mili. Dziś dowiedziałem się, co to jest plan filmowy i jak się filmuje. Chciałbym przyjechać tu w przyszłym roku. Karolina Rzechuła, Nowogard: - Jestem drugi raz na warsztatach, które dużo mi dają.: Można się nauczyć nowych ciekawych rzeczy poszerzyć wiadomości itp. Oto chodzi - robić to, co się lubi. Anna Lasecka, Połczyn Zdrój, członek Teatru Tańca „Figielek": - Bardzo dużo uczę się o ruchu, skąd on się bierze, jak dużo rzeczy pracuje w moim ciele podczas tańca. Uczę się trochę innej techniki niż to, co robiłam do tej pory. W Nowogardzie jestem pierwszy raz. Jest super, świetnie, bardzo mi się podoba. Jeśli chodzi o rozrywki, relaks, to wszystko jest na dużym poziomie i traktują. nas tak, abyśmy dobrze się czuli. Piotr Komorowski, Łódź, 20 lat, pierwszy raz w Nowogardzie: - Przede wszystkim jestem pod wielkim wrażeniem stosunków pomiędzy wykładowcami a uczniami, bo jednak na uniwersytecie nie ma aż tak przyjaznej atmosfery. Tutaj nie ma żadnych barier. Wychodzimy w plener, wszystko jest pokazywane i objaśniane na bieżąco. Atmosfera jest genialna. Wszystko mi się podoba - piękne miasto, stara miejska architektura, nawet pogoda nam się udała. Świetnie! Po obiedzie organizatorzy przygotowali dla młodzieży miłą niespodziankę na lipcowy skwar – wyjazd na kryty basen do Gryfina. Dużym wzięciem cieszą się „workshops” w zakresie tańca i nauki gry na instrumentach perkusyjnych. Młodych bębniarzy słychać na mieście, filmowcy kręcą zaplanowane projekty, fotograficy szukają ciekawych modeli, tancerze pokonują opór ciał, a plastycy mozolnie tworzą obrazy zainspirowane architekturą i przyrodą miasta. 7.07.2005 r. (czwartek) Dzień relaksu i poznawania regionu. Całodniowy wyjazd autokarami warsztatowiczów i wykładowców do skansenu w Zieleniewie oraz nad morze do Kołobrzegu. 8.07.2005 r. (piątek) Nowym i ciekawym doświadczeniem dla licznej grupy uczestników warsztatów teatralnych były twórcze workshops z aktorami Bałtyckiego Teatru Dramatycznego z Koszalina przed spektaklem teatralnym „Sługa dwóch panów”, który pokazano wieczorem na otwarcie festiwalu. Popołudniowa, burzowa „uwertura” przed festiwalem poprawia kosmetykę miasta i podnosi poziom adrenaliny u organizatorów. Na szczęście ulewa szybko mija. O godzinie 18:00 zgromadzona przed wejściem do Domu Kultury publiczność bardzo serdecznie wita Panią Mirosławę Przybyłek - dyrektora Festiwalu. Pani dyrektor szczególnie podkreśla obecność Pana Stanisława Różewicza, wielkiego reżysera, zapraszając twórcę do odsłonięcia tablicy pamiątkowej w holu obiektu. Dostojny gość mówi: „- Ja bardzo dziękuję za takie nieoczekiwane wyróżnienie, tym bardziej, że przychodzi ono z niewielkiego miasta. Ja też pochodzę z małego miasta, z Radomska, podobnie jak mój brat Tadeusz. Dziękuję bardzo Państwu i mam nadzieję, że filmy, które zobaczycie, trochę mnie usprawiedliwią.” Beneficjent odsłania tablice i składa podpis na swojej dużej fotografii. Pani Halina Pokorska, komisarz pleneru, zaprasza do obejrzenia wystawy malarskiej pt. „Rozterki”. Jej autor - Jerzy Gumiela - artysta tworzący w Nowym Jorku, dzieli się swoimi uwagami na temat swoich obrazów ze zwiedzającymi. Otwarcie kolejnej wystawy dzieł Wojciecha Zielińskiego, znakomitego malarza ze Szczecina, ma miejsce w sali wystawowej Biblioteki Miejskiej. Za komentarz wystarcza słowa Komisarz pleneru Pani Haliny Pokorskiej: ”- Powtórzę to, co powiedziałam wcześniej, przy wystawie Jurka Gumieli, że sztuka czasami rzuca na kolana, myślę, że tutaj macie państwo tego dowód.” Następuje długo oczekiwana chwila, oficjalne otwarcie festiwalu na scenie plenerowej, usytuowanej w centrum miasta, przy zejściu kaskadowym w kierunku jeziora. Krótki program w wykonaniu uczestników warsztatów: muzycznych i teatru tańca, tj. zespołu akordeonistów „AK-Kameleon” pod batutą Lecha Jurka oraz zespołu Teatru Tańca „Gest” p. Reginy Mąkowskiej, wprowadza widownię w dobry nastrój. Pani Mirosława Przybyłek, dyrektor Festiwalu, rozpoczyna uroczystość słowami: ”- Już dziewiąty raz spotykamy się na tym wspaniałym i pięknym dla naszego miasta święcie, święcie trzech Muz, tj. Filmu, Muzyki i Malarstwa. Jesteśmy dumni z naszego festiwalu...”. Natomiast oficjalnego otwarcia dokonuje Pan Kazimierz Ziemba, burmistrz Nowogardu: ”-Mamy dzień święta, dzień radości w Nowogardzie, w województwie zachodniopomorskim... Życzę wszystkim miłej, wspaniałej zabawy w myśl powiedzenia, że nie tylko samym chlebem człowiek żyje.... ” Statuetkę honorowego „Laura Cisowego” otrzymuje w tym roku Pan Stanisław Różewicz - wielka osobowość polskiego kina. „- Dziękuję bardzo za zaproszenie, dziękuję za ten „Laur Cisowy”, który ma dla mnie swoją „wagę”. To, że ja widzę przed sobą zgromadzoną publiczność, która czeka na mój film - to jest pewien rodzaj cudu... Kończąc chciałbym powitać tutaj kolegę Buczkowskiego, którego przed kilkunastoma dniami miałem przyjemność oglądać w filmie Janusza Majewskego. Majewski był jednym z moich studentów w szkole filmowej, byli wśród nich również tacy reżyserzy jak: Romek Polański, Krzysio Zanussi, Krzysio Kieślowski itd. Trochę z tych splendorów szkoły spada na mnie. Chciałem też tutaj powitać znakomitego dokumentalistę i reżysera Jacka Bławuta. Serdecznie Państwu dziękuję. Cieszę się bardzo” - mówi mistrz. Na scenie plenerowej pojawiają się inni znakomici aktorzy i reżyserzy: Zbigniew Buczkowski, Henryk Gołębiewski oraz Jacek Bławut - wszyscy witani gorącymi oklaskami. Zaraz potem rozpoczyna się zabawna komedia Carlo Goldoniego pt. ”Sługa dwóch panów” w wykonaniu aktorów Bałtyckiego Teatru Dramatycznego z Koszalina, która spotyka się z życzliwym przyjęciem widowni. O godzinie 22:30 projekcja filmu „Piekło i niebo” w reżyserii Stanisława Rożewicza wprowadziła wszystkich w miły nastrój. Pierwszy dzień festiwalu zakończył nocny pokaz konkursowego filmu Magdaleny Piekorz pt. „Pręgi” - najciekawszy polski debiut, nagrodzony Złotymi Lwami w Gdyni 2004.Udany początek jest dobrą wróżbą dla tego festiwalu. Warto dodać, że w dniu otwarcia Festiwalu, ale w godzinach przedpołudniowych rozpoczęło się w Akademii Europejskiej w Kulicach V Polsko-Niemieckie Seminarium Gospodarcze pod hasłem „Moja firma w Unii Europejskiej”. Uczestniczyli w nim przedstawiciele instytucji gospodarczych oraz małych i średnich firm z terenu powiatu goleniowskiego oraz z miast niemieckich: Pasewalk, Zempin, Frankfurt n. Odrą, Stralsund, Neuss, Zossen. 9.07.2005 r. (sobota) Przed południem z uczestnikami warsztatów filmowych i fotograficznych spotkał się p. Stanisław Różewicz – ,,majster” filmu, jak sam mówi o sobie. Uzasadnione wrażenie wywarł na słuchaczach jego barwny wykład na temat ekranizacji dzieł literackich, a ma ich na swoim koncie niemało. Lipcowe słońce wpisuje się w rytm festiwalowych wydarzeń. O godzinie 15:30 w sali widowiskowej rozpoczyna się projekcja filmu St. Różewicza pt. ”Westerplatte”, być może najlepszego filmu o wojnie po wojnie. Po projekcji, p. Stanisław Różewicz, wyborny gawędziarz, w bardzo interesujący sposób przedstawił kulisy kręcenia filmu. Dla młodzieży uczestniczącej w warsztatach, ale nie tylko, bo i dla dorosłych, którzy oglądali w tym dniu film, była to ”żywa lekcja najnowszej historii”. Godzina 18:00, cykl filmów niemieckiego ekspresjonizmu otwiera projekcja głośnego obrazu Fritza Langa „Metropolis” z 1927 r.- sztandarowe dzieło tego kierunku. Wcześniej wykłady z grupami warsztatowymi poprowadził oraz słowo wstępne przed filmem wygłosił p. Grzegorz Pieńkowski, historyk filmu, pracownik Filmoteki Narodowej w Warszawie. Mimo, że 25 procent nakręconego materiału zaginęło bezpowrotnie, obraz posiada nadal nieprzemijającą moc oddziaływania. W roli tapera znakomicie spisał się pan Rosiak ze Świnoujścia. Mistrzowsko improwizowana na fortepianie muzyka współgrała z akcją podbijając dramaturgię filmu. Słoneczna aura sprawia, że scena plenerowa cieszy się dużym powodzeniem przez cały czas trwania festiwalu. O godzinie 16:00 dużą frajdę sprawili organizatorzy dzieciom, prezentując spektakl plenerowy w wykonaniu aktorów wrocławskich pt. ”Cudaki zwierzaki i inne baloniaki”. Tworzone na oczach milusińskich balonowe formy powiązane tematycznie z wierszami–zagadkami szybko zyskały powszechną aprobatę dzieci. Podobał się także spektakl muzyczno-filmowy pt. ”W starym kinie? Czyli zwierzenia dublera” w wykonaniu teatru „Maska” z Jeleniej Góry. Okazuje się, że najważniejszy jest dobry pomysł. Tytułowy dubler, operując dobrym głosem, przywołuje na scenę wielkie gwiazdy kina: Rudolfa Valentino, Marlin Monroe, Fred’a Astair’a i innych. Pomaga mu w tym dobra oprawa muzyczna Pawła Sikory. W czar letniej nocy wpasowali się aktorzy krakowskiej „Sceny Kalejdoskop” wraz z uczestnikami workshop teatru i teatru tańca, przedstawiając na rynku o godzinie 22:00 frapujące widowisko para-teatralne pt. ”Serce Don Juana”. Pojedynki na szpady, ogień i dym, taniec na szczudłach bardzo przypadły do gustu nie tylko pozostałym uczestnikom warsztatów, ale również nowogardzkiej publiczności. W kinie plenerowym pokazano drugi film z cyklu „Kino niemieckie na ekranie”- „Zmęczoną śmierć” Fritza Langa z udziałem tapera. To fundamentalne dzieło niemieckiego ekspresjonizmu z 1921 r., opowiadające w sposób poetycki o nieuchronności przeznaczenia, zostało przyjęte przez widownie z mieszanymi uczuciami. Z pewnością nie zawiedli się kinomani, kontemplując na ekranie wspaniałą oprawę plastyczną filmu i przejmujące aktorstwo Bernharda Goetzke. Ten festiwalowy dzień zakończyła nocna projekcja konkursowego filmu pt. ”Drzwi w podłodze”, prod. USA, w reżyserii Tod’a Williams’a. 10.07.2005 r. (niedziela) Prowadzone od rana warsztaty z zakresu techniki aktorskiej przez mistrza epizodów w filmie, p. Zbigniewa Buczkowskiego i popularnego Ediego, p. Henryka Gołębowskiego, zrobiły prawdziwą furorę wśród uczestników warsztatów teatralnych, fotograficznych i filmowych. Pomimo upału nie zawiedli sympatycy twórczości St. Różewicza. „Świadectwo urodzenia” - kameralny film z 1961, nagrodzony w Cannes i Wenecji, wzrusza do dziś prostotą realizmu wojny widzianej oczami dzieci. Jeszcze raz widzowie mogli spotkać się z reżyserem, który przypomniał anegdotyczne historie związane ze swoja twórczością. Mocnym punktem filmowego popołudnia była projekcja jednego z najważniejszych dzieł niemieckiego ekspresjonizmu z 1922 roku - „Nosferatu - symfonia cieni”, w reż. Friedricha Wilhelma Murnau. Film ponadczasowy, w którym wspaniale uzupełnia się obraz, przestrzeń i światło, prekursor kina grozy, wielokrotnie cytowany przez reżyserów. Wielka, sugestywna rola Maxa Schreecka, który na czas realizacji nie rozstawał się z kijem usztywniającym ciało. Przed projekcją wykład dla uczestników warsztatów i widzów przeprowadził p. Grzegorz Pieńkowski, filmowy erudyta. Wieczorna projekcja premierowego filmu Mikołaja Haremskiego „Lawstorant” odbyła się przy pełnej widowni. Magnesem okazały się nazwiska wykonawców: Zbigniewa Buczkowskiego i debiutującego na ekranie popularnego, choć ekscentrycznego piosenkarza, Michała Wiśniewskiego. Po projekcji na sali kinowej z widzami spotkali się: odtwórca roli tytułowej, Zbigniew Buczkowski, Henryk Gołębiewski, popularny „Edi”, tym razem w znaczącym epizodzie oraz reżyser filmu – Mikołaj Haremski. Spotkanie wywołało wiele emocji. Mówi autor filmu: ”- To jest film zrobiony przede wszystkim dla Zbyszka Buczkowskiego. On jest inicjatorem powstania filmu. Wspólnie ze scenarzystą chodzili po różnych ludziach, instytucjach, żeby zdobyć pieniądze na ten film. Zbyszek wystąpił w około 300 polskich filmach, tyle że w większości z nich był na drugim planie, albo robił bardzo znaczące epizody. Tutaj zagrał główną rolę i to jest jakiś hołd złożony Zbyszkowi (oklaski na widowni). Udział Michała Wiśniewskiego był zabiegiem marketingowym. Wszyscy jednak podkreślają, że debiut Michała, który dzwonił do mnie przed godziną, przepraszając Państwa za to, że nie mógł tu przyjechać(oklaski), jest udany.” Henryk Gołebiewski: „- Dużo nie mam do powiedzenia. Epizodzik gram, ale wykonuję to, jak bym grał główną rolę. Jak umiałem, tak zagrałem.” Zbigniew Buczkowski: „- Grało mi się dobrze ze wszystkimi. Tak, jak państwo zauważyli, Michał rzeczywiście dobrze wypadł. Praca nie poszła na marne. Cieszę się, że powstał ten film, że zaczęło cos dziać się w polskiej kinematografii.” Na scenie plenerowej raz jeszcze zaprezentowali się młodocianej publiczności artyści z Wrocławia w „Etiudach pantomimiczno-teatralnych”. Wychodząc z założenia ze stary kufer z ukrytymi w nim bibelotami może stanowić niezłą zabawę. I rzeczywiście. O godzinie 20:00 p. Jolanta Gornowska, instruktor Nowogardzkiego Domu Kultury, ogłosiła wyniki I Konkursu Poetyckiego pn. "Moje miasto". Pierwszą nagrodę otrzymał Paweł Cichocki z klasy IV Szkoły Podstawowej nr. 1 w Nowogardzie. Po czym rozpoczął się niezwykły koncert poetycko-muzyczny „Poza czasem i przestrzenią” w wykonaniu Andrzeja Mitana, jednego z najbardziej oryginalnych, zjawiskowych postaci sceny wokalnej. Towarzyszyli mu: Krzysztof Scierański, gitary basowe, instrumenty elektroniczne i Grzegorz Grzyb - perkusja. Prawdziwa gratka dla melomanów. Koncert został owacyjnie przyjęty. Po koncercie odbył się na plaży miejskiej jam-session z udziałem uzdolnionej młodzieży z Polski i z zagranicy - uczestników wszystkich worksops. Był to mega-muzyczny wieczór zakończony wieczorną dyskoteką dla warsztatowiczów w klubie „Przystań”. Bogaty w wydarzenia dzień festiwalowy zakończyła projekcja horroru, prod. japońskiej pt. ”Klątwa”, w reżyserii Takashi Shimizu. 11.07.2005 r. (poniedziałek) Duże emocje wśród młodzieży wywołują zajęcia prowadzone przez wykładowców z Ośrodka Praktyk Teatralnych Gardzienice: Joannę Holcgreber i Mariusza Gołaja .Wszyscy są zafascynowani oryginalnością i siłą przekazu trudnych tematów: partnerstwo w działaniu aktorskim, ćwiczenia wokalno–ruchowe czy etiudy teatralne w odniesieniu do ikonografii i heiromanii. Po obiedzie - dla amatorów pływania - wyjazd na basen do Gryfina. Nowy tydzień rozpoczął się od projekcji filmu animowanego dla dzieci pt. „Tristan i Izolda”. Po południu widzowie mogli zobaczyć jedno z największych dzieł niemieckiego ekspresjonizmu – „Gabinet doktora Caligari” reż. Roberta Wienego oraz znakomitą adaptację opowiadania Iwaszkiewicza „Ryś”, w reżyserii St. Różewicza. Po raz pierwszy w tym roku organizatorzy wprowadzili do programu festiwalu cykl filmów dokumentalnych pt. „Pielgrzymując za Papieżem”. Pierwszy z nich, zatytułowany „Jan Paweł II na Kubie”, przedstawił publiczności znany operator i reżyser Jacek Bławut, który z kamerą brał udział w większości papieskich podróży. W wieczornym jam-session na scenie plenerowej zaprezentowali się uczestnicy warsztatów wokalno-muzycznych, którzy na co dzień są uczestnikami zespołów Nowogardzkiego Domu Kultury, w programie pt. „Druga młodość”. Sentymentalna podróż w czasy młodości, której kolejne przystanki wyznaczały stare przeboje (Siwy włos, Kasztany, Rudy rydz) w nowych aranżacjach, została wspaniale przyjęta przez licznie zgromadzoną widownię. Duże brawa należą się wszystkim wykonawcom. Stronę muzyczną i tekstową opracował nowogardzki animator kultury Lech Jurek, a całość reżyserowały: Regina Mąkowska i Jolanta Gornowska, instruktorki NDK. Nie zawiedli się miłośnicy talentu muzyka i kompozytora wszech czasów Czesława Niemena podczas koncertu, który rozpoczął się o godzinie 21.30. Profesjonalnie przygotowany recital pt. „Wspomnienie o Niemenie” podbił i zauroczył wszystkich widzów. Joachim Perlik z Bydgoszczy w wielkim stylu przypomniał złote przeboje Niemena, takie jak: Pod Papugami, Wspomnienie, Dziwny świat, Czas jak rzeka. Upalny, festiwalowy dzień zakończyła projekcja konkursowego, widowiskowego filmu Martina Scorsese „Aviator” (11 nominacji do Oskara i 3 Złote Globy).
12.07.2005 r. (wtorek) Drugi dzień zajęć przedpołudniowych z wybitnym dokumentalistą Jackiem Bławutem. Młodzi filmowcy mierzą się ze skomplikowanym zadaniem, jakim jest pisanie scenariusza i scenopisu z określeniem zadań aktorskich, a także współpracą na planie zdjęciowym w trakcie realizacji filmu. Festiwalowe popołudnie rozpoczął film animowany dla dzieci pt. „Przygody lisa urwisa”. Następnie Leszek Boguszewski, szef Amatorskiego Klubu Filmowego „SAWA” z Warszawy, zaprezentował wszechstronny dorobek członków klubu - około 10 interesujących etiud filmowych. Filmy sygnowane przez SAWĘ otrzymały około 400 nagród na różnego rodzaju konkursach krajowych i międzynarodowych. Wydarzeniem wczesnego wieczoru był film dokumentalny Jacka Bławuta „Szczur w koronie”, nagrodzony przez Prezesa Stowarzyszenia Filmowców Polskich na tegorocznym Festiwalu Filmów Krótkometrażowych w Krakowie. Wstrząsająca opowieść o życiu alkoholika wywołała ogromne wrażenie, o czym świadczyła długa cisza po projekcji filmu. Interesująco o kulisach powstania filmu opowiadał jego autor Jacek Bławut na spotkaniu zorganizowanym zaraz po projekcji . Drugim wydarzeniem, tym razem na scenie plenerowej, była opowieść słowno- muzyczna pt. „Refleksje na przystanku”. Główną bohaterką była Wiesława Stolarczyk - wokalistka z Łodzi, była instruktorka Nowogardzkiego Domu Kultury. Doskonale zabrzmiały jej autorskie teksty w wykonaniu uczestników worksops: teatru tańca, wokalnych i muzycznych, które zostały przygotowane przez Reginę Mąkowską, Edytę Turowską, Izę Turowską oraz Marzennę Piotrowicz. Wiesia zaprezentowała się w nowym, lirycznym repertuarze, wzbudzając zachwyt i wywołując łzy wzruszenia na widowni. Wielokrotnie na scenie bisowała, m.in. liryczną piosenką pt. „Życie moje”. Publiczności nowogardzkiej bardzo podobały się popisy taneczne Pauliny Sieńko z bratem Bartkiem Mąkowskim oraz tancerek z Teatru Tańca „GEST” i zespołu wokalnego „Stars”. W rolę narratora wcielił się scenarzysta Sławomir Jankowski, całość wyreżyserowała Regina Mąkowska. Zaraz po koncercie mieszkańcy miasta mogli oglądać na dużym ekranie swoje miasto podczas krótkiego seansu filmowego pt. „Nowogard i jego mieszkańcy w kadrze”, który był efektem pracy uczestników warsztatów filmowych z roku 2004. Ten bardzo udany dzień festiwalowy zakończył się projekcją filmu konkursowego prod. chińskiej pt. „Dom latających sztyletów”. Olśniewające kino. Efektowne sceny pojedynków wręcz zapierały dech.
13.07.2005 r. (środa) Nie ma dnia, by na warsztatach malarskich nie pojawił się ktoś z artystów biorących udział w plenerze malarskim. Tym razem młodych adeptów sztuki oczarował Hardy Brix, artysta malarz z Danii, dzieląc się swoimi refleksjami na temat abstrakcjonizmu. O tym, że warsztaty te mają wielu stałych sympatyków świadczą ich wypowiedzi: Monika Babka z Berlina, lat 17: - Jestem pierwszy raz na warsztatach malarskich. Jest sympatycznie, fajnie,interesująco. Jak ktoś chce malować, może dużo nauczyć się od artystów-malarzy. Karolina Krawczuk z Cypru, lat 15: - Bardzo podobają mi się warsztaty. Jest bardzo miło wspaniale spędzamy czas. Dużo fajnego malowania i fajnych artystów, lepszych niż na Cyprze. Alicja Pioch z Lęborka, lat 15: - Jestem drugi raz na plenerze. Ciekawie się pracuje. Jest pełna mobilizacja, ponieważ wszystkie dziewczyny reprezentują wysoki poziom malowania. Dajemy z siebie wszystko. Wykładowcy mili, ale wymagający. Dużo atrakcji.
Z dużym poświęceniem, ale i tremą, pracuje teatralna młodzież nad mini-spektaklem którego pomysłodawcą i reżyserem jest p. Mikołaj Wiepriew, wybitny, zasłużony artysta z Rosji. Efekty zobaczymy wieczorem na scenie plenerowej. Uczestników warsztatów filmowych wspiera swoimi fachowymi radami na temat dokumentacji fotograficznej w filmach przygotowanych podczas tego festiwalu – p. Helena Babij, filmolog z Kijowa. Natomiast p. Wiesław Paluch, młody reżyser, twórca filmu pt. „Motór”, udziela młodzieży praktycznej lekcji - jak powinien zachowywać się aktor przed kamerą. Projekcją filmu dla młodzieży pt. „Książe i żebrak” rozpoczęły się seanse popołudniowe w sali NDK. Natomiast sympatycy kina niezależnego mogli obejrzeć filmy młodego reżysera Wiesława Palucha, absolwenta Akademii Filmowej i Telewizyjnej w Warszawie. Pokazano: ”Wernisaż”, ”Przerwy w dostawie prądu” i „Motór”. Ten ostatni, nagrodzony Grand Prix na TOFFI 2003 r., spodobał się najbardziej. Do udanych należało spotkanie reżysera z grupą uczestników workshops, a następnie z widzami po filmie, który m.in. powiedział: ”- Moje życie podsunęło mi pomysł na ten film, dlatego, że pochodzę z małego miasteczka, Biłgoraja, zresztą podobnego do Nowogardu. Kiedyś, w latach 80-ych, moi koledzy fascynowali się motocyklami. Ten sposób traktowania „motóra” jako mitu, wręcz „Boga”, wziął się z rzeczywistości. Natomiast cała fabuła jest wymyślona.” Cykl filmów dokumentalnych pn.” Pielgrzymując za Papieżem” ma już stałych odbiorców. Wieczorem wyświetlono kolejny obraz pt. ”Ziemia podwójnie obiecana”. Przed filmem Jacek Bławut, jak zwykle interesująco, opowiedział o swoich przygodach na szlaku wędrówek z Papieżem. Wieczorem na scenie plenerowej wystąpił zespół folklorystyczny „Kukułeczka” z Łotwy! Program złożony z patriotycznych polskich piosenek i regionalnych tańców łotewsko-polskich został owacyjnie przyjęty przez całą widownię. Dobry nastrój publiczności wzmocnił pokaz uczestników warsztatów teatralnych w zwariowanej etiudzie pantomimicznej pt. „Tango” - utrzymanej w kapitalnym tempie, a reżyserowanej przez p. Mikołaja Wiepriewa z Rosji i jego asystentkę Dominikę. I to właśnie oni zakończyli estradowe szaleństwo w prześmiesznym, pełnym fantazji i lekkości programie autorskim pt. ”Marcello”. W ramach projekcji „kina w plenerze ” p. Helena Babij, nasz gość z Kijowa, przedstawiła publiczności dwa krótkie filmy: liryczny obrazek o miłości, który ma początek w czasach ”pomarańczowej rewolucji” (reż. Roman Browko) oraz animowany pt. ”Zasypie śnieg drogi ” (reż. Jewgienij Biłokin). Na brak rozrywki nie mogli uskarżać się widzowie oglądający pierwszą polską komedię o stanie wojennym pt. ”Rozmowy kontrolowane” w reż. Sylwestra Chęcińskiego. Tuż po północy rozpoczęła się projekcja ciekawego filmu pt. ”Deszcz”, produkcji irańskiej, w reżyserii Majida Majidi. Uczta filmowa nie tylko dla koneserów.
14.07.2005 r. (czwartek) Od rana wyciska z siebie ostatnie poty młodzież z grupy teatralno-tanecznej, która z dużym zapałem przygotowuje projekt worksops; performance według pomysłu Pauliny Sieńko pt. „Mury” - mający w zamyśle wykorzystanie naturalnej scenerii (mury obronne Nowogardu) do opowiedzenia historii przy użyciu tańca, gestu, świateł i dźwięku. Spektakl po-warsztatowy zostanie pokazany na zakończenie festiwalu. Równocześnie p. Mikołaj Haremski, reżyser filmu ,,Lawstorant’’ z dużą swobodą i zaangażowaniem zapoznaje przyszłych operatorów z podstawami montażu filmowego. Wcześniej młodzież ze wszystkich wakacyjnych workshops spotyka się z wykładowcami przy pożegnalnym ognisku na plaży miejskiej, gdzie serwowano smakowite jedzenie i napoje. Bawiono się świetnie, a spontaniczny jam-session, zainicjowany przez „wybuchowy” zespół uczestników warsztatów muzycznych, dolał „oliwy do ognia”. Tradycyjnie, filmem dla dzieci pt. ”Pipi Langstrump”, rozpoczynają się popołudniowe seanse w kinie. Ten przedostatni, festiwalowy dzień prawie w całości jest poświecony filmom kina niezależnego, a otwiera go projekcja kontrowersyjnego obrazu Grzegorza Lipca pt. „Dzień, w którym umrę”. Film jest krzykiem, buntem, próbą ucieczki przed monotonią walki o przetrwanie i zdobył uznanie zarówno krytyki, jak i młodej publiczności. Na odwieczne pytania o sens współistnienia Boga i człowieka usiłują odpowiedzieć autorzy filmu „Intelekt Kollapse”: poeta-filmowiec Jacek Katarzyński i Krzysztof Włodarski. Pokaz kończy obrazek o wydźwięku metafizycznym, pt. ”Trzecie oko”, w którym Jacek Katarzyński, jego autor, usiłował przemycić swoją filozofie. Popołudnie w kinie kończą wykłady i rozmowy grupy „Sky Piastowski”, tj. Grzegorza Lipca, Tomasza Burki, Jarosława Żuka i Jacka Katarzyńskiego, z uczestnikami warsztatów filmowych. Natomiast wieczorną projekcją w sali kinowej kończymy cykl filmów podróżując za Papieżem. Pokazano nieznany dokument o pobycie Papieża w Egipcie i Syrii, pt. ”Droga, prawda, życie.” Po raz ostatni z grupą wiernych widzów spotkał się Jacek Bławut. Filmowany przez niego kilkuminutowy wschód słońca znad judajskich wzgórz olśnił publiczność. Po prostu mistyka światła. Tak mogła wyglądać chwila, w której Bóg wręczył Mojżeszowi kamienne tablice na górze Synaj. Wieczorem na scenie plenerowej pojawia się „Kwartet Jorgi”. Ten renomowany zespół zaprezentował oryginalny koncert, w którym muzyka jazzowa, klasyczna i ludowa spłatają się w jedną całość. Wspaniałe brzmienie i doskonałe wykonawstwo! Zaraz po występie, wchodzi na scenę młody aktor, Dariusz Majchrzak, by zapowiedzieć film bardzo ciepło przyjęty przez krytykę: „W dół kolorowym wzgórzem ” w reżyserii Przemysława Wojcieszka. Darek gra w nim główną rolę, a znany jest publiczności z takich seriali, jak: ”Klan”, ”Samo Życie ”, ”Bulionerzy” i „Świat według Kiepskich” oraz dwóch filmów – „Nie ma zmiłuj” i „Jutro będzie niebo.” Po filmie spotyka się raz jeszcze z przemiłą festiwalowa publicznością. Cóż to była za dyskusja! Ten przedostatni festiwalowy dzień kończy (na życzenie publiczności) pokaz filmu pt. ”Lawstorant” Mikołaja Haremskiego.
15.07.2005 r. (piątek) Temperaturę dnia podniosło spotkanie zielonogórskiej grupy filmowców „Sky Piastowskie” z uczestnikami warsztatów teatralnych i filmowych. Jej liderzy, Grzegorz Lipiec i Jacek Katarzyński, w niebanalny sposób przedstawili swoją filozofię, w której film i życie wzajemnie się uzupełniają . Dyskusjom nie było końca... Dobiega końca ostatni, pracowity dzień IX Międzynarodowego Festiwalu Filmu-Muzyki -Malarstwa „ Lato z Muzami”®. Gorąco i parno. O godzinie 18.00 przed wejściem do Domu Kultury gromadzą się uczestnicy festiwalu, mieszkańcy i zaproszeni goście. „- Witamy Państwa gorąco i serdecznie w dwunastym dniu festiwalu „Lato z Muzami”. Przed nami historyczny moment odsłonięcia odlewów odciśniętych stóp artystów malarzy: p. Jerzego Gumieli i p. Wojciecha Zielińskiego”- otwiera uroczystość p. Mirosława Przybyłek dyrektor Festiwalu. Gości wita także p. Halina Pokorska, komisarz tegorocznego pleneru malarskiego: „- Malarz utrwala swój ślad pędzlem na płótnie, ale ten odlew stopy pozostanie w naszym mieście na zawsze”- podkreśla. Wyróżnieni artyści odsłaniają odlewy znajdujące się przed wejściem do Domu Kultury. Przy dźwiękach saksofonu p. Marka Kazany ze Szczecina następuje moment wręczenia artystom certyfikatów, medali pamiątkowych i festiwalowych róż przez p. Kazimierza Ziembę, burmistrza Nowogardu. - Odcisk stopy jest symbolem dwuznacznym. Odciskanie stopy jest dowodem odwagi, bo świadczyć może o czymś ambiwalentnym, o dobrym i złym. Chciałbym, żeby ten ślad, który tu pozostał świadczył o czymś dobrym. - mówi Wojciech Zieliński. Jerzy Gumiela: - Jestem tutaj, gdzieś uciekam, ale ślad pozostaje. I za to dziękuję! Po tych podniosłych chwilach publiczność mogła obejrzeć dwie wystawy: w holu Domu Kultury zachwyciły portrety wykonane przez uczestników warsztatów fotograficznych i prace plastyczne uczestników warsztatów malarskich. Dawno nie skomasowano na niewielkiej przestrzeni tyle „urodziwości”. W salach Biblioteki Miejskiej można było podziwiać na roboczej, poplenerowej wystawie prace artystów, którzy brali udział w tegorocznym, VIII Międzynarodowym Plenerze Malarskim. Po przerwie, tym razem na scenie plenerowej, wita gości i licznie przybyłą publiczność Mirosława Przybyłek, przypominając historię festiwalowych dni. Pierwszym mocnym akcentem finału był bardzo udany występ zespołów: muzycznego, wokalnego i tanecznego z udziałem młodych ludzi z Polski, Niemiec i Łotwy. Program przygotowali: Edyta Turowska, Andrzej Sojka i Paulina Sieńko. Następnie grupa wokalna pod kierunkiem Izy i Edyty Turowskich zaprezentowała trzy utwory a capella, przygotowane specjalnie na tę okazję. Po dynamicznym występie, który został przyjęty przez licznie zgromadzoną publiczność gorącymi owacjami głos zabiera doradca wojewody – p. dr Bogdan Matławski: „-W imieniu Wojewody Zachodniopomorskiego, p. Stanisława Wziątka, także w imieniu Wicewojewody p. Jana Sylwestrzaka i w imieniu własnym – chylę czoła przed osiągnięciami, przed trudem organizatorów, przed trudem artystów, animatorów, przed ludźmi dobrej woli, którzy stworzyli wielkie dzieło w Nowogardzie. Tam gdzie kwitnie sztuka przez duże „S”, gdzie jest sztuka dla ludzi, którzy chcą się intelektualnie wysilać, gdzie jest sztuka przyszłości, gdzie młodzież realizuje wszystko, co powinna, czyli w tym makrokosmosie wypełnia przestrzeń swoimi wartościami. Niech się dzieje w Nowogardzie po wsze czasy, poprzez sztukę... jak najlepiej!” W tym roku nagrodę publiczności na najciekawszy film festiwalu otrzymuje „Lawstorant” w reżyserii Mikołaja Haremskiego. Statuetkę „Lauru Cisowego” wręcza autorowi filmu burmistrz Nowogardu, Kazimierz Ziemba. Mówi laureat: - Dziękuję bardzo. To wielki zaszczyt. Dla nas filmowców zawsze najważniejsze jest uznanie publiczności. Dziękuję za oddane głosy. Na pewno jeszcze tu przyjedziemy. Dziękuję Wam bardzo! Bezpłatny karnet wstępu do kina „Orzeł”, ważny do 15.07.2006 r., otrzymuje pani Bogdana Ziemba z Nowogardu, która została wylosowana przez komisję z pośród osób głosujących na filmy zgłoszone do konkursu. Okolicznościowe dyplomy z podziękowaniem otrzymują wszyscy wykładowcy tegorocznych warsztatów i animatorzy kultury. W oryginalny sposób kończy festiwal p. Kazimierz Ziemba, gospodarz miasta: „- Mam dwie wiadomości, jedną smutną, że kończymy nasz festiwal, a drugą wesołą, radosną, bo tak sobie obliczyłem, że za 357 dni, czyli 8566 godzin lub 514 tysięcy i 80 minut, a sekund nie będę już liczył... rozpocznie się dziesiąty, jubileuszowy festiwal. Tegoroczny, IX Międzynarodowy Festiwal Filmu- Muzyki- Malarstwa „ Lato z Muzami” uważam za zamknięty”. W strugach ulewnego deszczu w świetle błyskawic i przy akompaniamencie najgłośniejszej perkusji niebios rozpoczyna się koncert niemieckiej formacji wokalno-instrumentalnej „Krach”, co nie przeszkadza najwierniejszym fanom słuchać pod parasolami i drzewami ich muzyki. Po koncercie, około godz. 22, serca przemoczonej publiczności rozgrzał projekt wokalno-taneczny zatytułowany „Kochajmy się”, którego motywem wiodącym były piosenki o miłości. W tym przepięknym widowisku wystąpili uczestnicy warsztatów: wokalnych i teatru tańca oraz Edyta i Iza Turowskie, Justyna Kubacka i zespół taneczny„Gest” kierowany przez p. Reginę Makowską. Na koniec programu festiwalową widownię zadziwił efektowny performance w wykonaniu bardzo dużej grupy dzieci i młodzieży uczestniczącej w warsztatach teatralno-tanecznych. Interesujące układy choreograficzne, symbolizujące trwałość życia w czasie i przestrzeni, reżyserowała i choreograficznie przygotowała p. Paulina Sieńko z Zielonej Góry. Po tej uderzeniowej dawce wrażeń artystycznych już do świtu bawiono się spontanicznie na dyskotece prowadzonej przez DJ Danka.
16.07.2005 r. (sobota) Pożegnania, odjazdy... Żal się rozstawać, ale na pewno nie żal efektów wspólnej pracy, zaangażowania dzieci i młodzieży w to, co potocznie nazywamy działaniem twórczym. Myślę, że poszukiwania artystyczne dały wszystkim uczestnikom warsztatów radość bycia razem, wzajemnego wspierania się w trudnych chwilach i rozwinęły kreatywne myślenie. Czy można chcieć więcej? Jednak chciałoby się powiedzieć za poetą: „Ptaków tyle. Zieleni tyle. Lato, zaczekaj chwilę”... Opracował: Marian A. Frydryk
Festiwalowe warsztatyW tegorocznych, młodzieżowych warsztatach uczestniczyło ponad 160 osób z Polski i zagranicy. Znakomici wykładowcy, prawdziwie letnia aura i twórczy zapał wszystkich uczestników warsztatów zaowocowały doskonałymi rezultatami, które zostały pokazane w formie wystaw, występów teatralnych, tanecznych i koncertów w trakcie festiwalu. Zdobyte umiejętności są ogromnie przydatne i będą wykorzystywane przez młodych artystów również po festiwalu. Wszyscy uczestnicy podkreślają przyjazny klimat, dobre samopoczucie, zadowolenie z pracy świetnych wykładowców, dbałość o atrakcyjność warsztatów poprzez różnorodne formy prowadzenia zajęć, a także organizowane wyjazdy nad morze, na basen kąpielowy oraz dyskoteki, wspólne ogniska i inne formy integracyjne. O warsztatach mówią niektórzy uczestnicy i wykładowcy: Einert Jurkiewicz z Łotwy, lat 17: - Jestem pierwszy raz. Bardzo dużo wrażeń. Uczyłem się grać na bębnach, ale nie tylko. Tańczyliśmy, mieliśmy bardzo dużo atrakcji i takiej „silnej” choreografii z panią Olszowską. Byłem pod wrażeniem wykładowców z Gardzienic, którzy ogromnie wzbogacili nas wewnętrznie. Jurek Smużko z Łotwy, lat 17: - Te warsztaty dały mi bardzo dużą wiedzę, bo nigdy w życiu nie miałem możliwości grać na bębnach. Dziękuję wykładowcom, którzy uczyli nas tańca współczesnego, pani Paulinie Sieńko i Iwonie Olszowskiej, dziękuję wszystkim organizatorom, którzy nas zaprosili. Jestem bardzo zadowolony. Wojtek Koladyński z Nowogardu, lat 17: - Oprócz tego, że była to okazja pobyć tu ze znajomymi, to przede wszystkim możliwość zderzenia tego, co umiemy, z osiągnięciami innych, a także poznanie wielu nowych technik, nowych środków wyrazu, przez które będziemy mogli pokazać coś nowego na scenie. Dzięki warsztatom niektóre sprawy widzę w innym świetle, jeśli chodzi o przedstawianie ich na scenie. Otworzyły się przed nami nowe możliwości. Tegoroczne warsztaty są dla nas taką furtką, drogowskazem, w którą stronę możemy iść, jeżeli będziemy tylko tego chcieli! Była to nie tylko ciężka praca podczas tych dwóch tygodni, ale i fajna zabawa. Zżyliśmy się ze sobą, z instruktorami. To, czego nauczyliśmy się, będziemy pielęgnować, rozwijać, szukać w sobie. Paulina Bąk, lat 17: - Myślę, że te warsztaty dają nam bardzo dużo. Pracowalismy nad swoim ciałem, plastyką ruchu. Na pewno bardziej poznaliśmy siebie, swoje możliwości i zauważaliśmy, co jeszcze możemy zrobić. Było to fantastyczne doświadczenie i na pewno warto było w nich uczestniczyć. Tomasz Kulinicz, Nowogard, opiekun młodzieży: - Tegoroczne warsztaty różnią się zdecydowanie od poprzednich. Młodych filmowców podzielono na grupy: zaawansowaną i początkującą. Początkujący poznawali podstawy sztuki filmowej, a zaawansowani przeszli na „wyższy etap” wtajemniczenia. Młodzież niemiecka biorąca udział w warsztatach ma duże predyspozycje, żeby za kilka lat zrobić własny, ciekawy film. Jestem bardzo zadowolony z zaangażowania młodych ludzi, choć trochę smuci mnie zbyt małe zainteresowanie warsztatami filmowymi ze strony nowogardzkiej młodzieży. Andrzej Sojka z Zielonej Góry, instruktor gry na instrumentach perkusyjnych: - Udało mi się przygotować z moją grupa warsztatową, z osobami, które nie miały dotąd kontaktu z instrumentami perkusyjnymi krótki program artystyczny. Nie ja ich odkryłem, lecz oni siebie; że maja poczucie rytmu, że potrafią grać, że przestali się bać instrumentu, że to można uderzyć, stuknąć, przenieść i to wyzwoliło w nich niesamowita ekspresję twórczą. Paulina Sieńko, choreograf z Zielonej Góry: - Najlepiej pracowało mi się na początku z grupą teatralną, ale później inni też rzucili się w ten rytm pracy i współpracy. Jestem ze wszystkich zadowolona. Te kontakty maja sens, trzeba je kontynuować, bo coraz więcej jest chętnej młodzieży. Paweł Siedlik, wykładowca łódzkiej „filmówki”: - Wszystkie „łodzie” dobiły do brzegu. Nie ma niespodzianek. My wierzymy w ich talent, chcemy żeby wyżej „podnieśli szable”. Jestem bardzo zadowolony, tylko czy oni będą chcieli chcieć? Tomasz Komorowski, artysta fotografik z Łodzi: - Na pewno jest inaczej. Realizowaliśmy temat: portret fotograficzny w świetle zastanym. Jestem bardzo zadowolony. Zrobiliśmy dużo więcej zdjęć w porównaniu z ubiegłym rokiem. Same superlatywy. Wtedy pokazaliśmy około 40 wydruków, tym razem było to prawie 90 zdjęć w większych formatach pokazanych na wystawie. Myślę, że cześć osób, która była na poprzednich warsztatach, z większą świadomością patrzyła na człowieka, na modela. Formuła jest słuszna, chodź są pewne ograniczenia techniczno-finansowe. Jarosław Danielski, montażysta filmowy z Łodzi: - W tym roku warsztaty filmowe dla mnie i dla moich chłopców były rewelacyjne. Oni przez szereg lat poznawali techniki ustawiania kamer, ustawianie się do światła, obserwowania kamerą rzeczywistości i cała ta wiedza wyjątkowo teraz się od nich „odbiła pełnym światłem”. Myślę, że następne warsztaty zaowocują jeszcze lepszym rezultatem, chociaż tym roku było kilka naprawdę kilka znakomicie zrealizowanych filmów z pomocą Pawła Siedliska i moją, jak np. film robiony w zakładzie karnym. Rewelacją tego festiwalu był film Błażeja Łuki pt. „W cieniu”. Znakomity plastycznie i co ważne robiony przez niego z pełna świadomością.
O festiwalu: Helena Babij - dziennikarka z Kijowa (Ukraina) - Bardzo się cieszę, że ten festiwal żyje. Osobiście wolałabym, żeby było więcej filmów, bo z zawodu jestem filmologiem, miłośniczką filmu. Miło ze są tu plastycy, ludzie sztuki z różnych dziedzin, że przyjeżdżają ludzie młodzi, którzy mogą się nawzajem poznać! Dziękuję pani Mirce (dyrektor NDK, przyp. red.) za zaproszenie na ten festiwal. Grzegorz Pieńkowski - historyk filmu z Warszawy- Jestem ósmy raz na tym festiwalu. To, co mnie najbardziej z roku na rok zadziwia, to jest niesamowita rozległość, tego, co się tutaj dzieje i że w każdym z działań nie ma wyobcowania festiwalu z miasta. On się toczy tu i teraz, konkretnie dla tych ludzi, którzy tutaj mieszkają. Jest to wręcz coś niesamowitego. Nowogardzki festiwal robiony jest z myślą o takim odbiorcy, który przyjdzie, pobawi się, czegoś się nauczy i jest to moim zdaniem jedyna droga na przyszłość. Hardy Brix - artysta malarz z Danii, pierwszy raz na plenerze - Czuję się świetnie w nowej sytuacji i chciałbym stąd najwięcej zabrać do Danii z tych rozmów, spotkań z polskimi artystami, ze środowiskiem filmowym, które były dla mnie dużym zaskoczeniem. Przyjechałem tu nie jako turysta, tylko żeby coś nowego zobaczyć i te spostrzeżenia wykorzystywać nie tylko na tym plenerze, ale i po moim wyjeździe. Na pozór moje abstrakcyjne malarstwo wynika z podpatrywania natury. Byłem na Grenlandii, w Norwegii i Spitsbergenie, gdzie m.in. odkryłem, że śnieg wcale nie jest biały. Notuję to wszystko. Serdecznie dziękuję za zaproszenie na ten bardzo udany plener malarski połączony z warsztatami dla młodzieży. Jerzy Gumiela – artysta malarz, Nowy Jork- W Nowogardzie widzę najlepiej rolę artysty żyjącego pomiędzy „wielkimi światami” – może Kosmosem, Bogiem a Ziemią – bo te światy tutaj jakby zintegrowały się. Jest to mój taki, sentymentalny powrót do ogrodów dzieciństwa, do moich korzeni. Wojciech Zieliński – artysta malarz ze Szczecina - Festiwal jest OK. Podoba mi się. Oby tak było dalej. Edward Habdas – artysta malarz, Łódź- Chciałoby się więcej uchwycić tej cudowności. Tutaj jest urzekająco piękny krajobraz, jezioro, a przede wszystkim wspaniali ludzie. Spotkałem się z wielką przyjaźnią i niepowtarzalną, rzadko spotykaną atmosferą. To nie jest komplement, to jest fakt! Józef Czerniawski – artysta malarz z Sopotu - Wspaniałe miasto i wspaniały festiwal...
„Sława jest to ryzykowne stwierdzenie” Rozmowa ze Stanisławem Różewiczem - reżyserem, wielkim realistą i moralista polskiego kina.
Marian A. Frydryk: - Debiutował Pan w 1947 roku filmem dokumentalnym „Ulica Brzozowa”. Posiada Pan imponujący dorobek filmowy, co pozwala mi na kolokwialne stwierdzenie, że jest Pan żywą historią powojennego kina. Czy czuje się Pan klasykiem? Stanisław Różewicz: - Wie Pan, klasyk... Zostawmy to określenie dla naprawdę wielkich twórców kina, takich jak: Eisenstein, Fritz Lang, Chaplin, Bunuel, Kurosawa, Fellini... Ja jestem jednym z reżyserów starających się tylko przyzwoicie wykonywać swój zawód. Dokument, o którym Pan mówi, robiłem razem z Wojtkiem Hasem w początkach naszej pracy w filmie. Mieszkaliśmy wtedy w jednym pokoju w Łodzi. A nasz film pokazywał, jak w 1947 roku mieszkali i żyli ludzie warszawskiej Starówki... Cenzura uważała, że film jest zbyt mroczny i nie pozwoliła na pokazywanie go przez kilkanaście lat... M.F: - W jaki sposób trafił Pan do filmu? St.R: - Diabli podkusili... Nie myślałem, że będę reżyserem. Myślałem o pisaniu... Napisałem list do reżysera Jerzego Zarzyckiego, przeczytałem w „Odrodzeniu”, że w Łodzi powstaje rodzaj „centrum filmowego”, że można się uczyć... Zarzycki odpowiedział mi, żebym zaraz po maturze przyjeżdżał, może będzie robota w charakterze asystenta. I tak się zaczęło. Zostałem asystentem Zarzyckiego przy „Robinsonie Warszawskim”. Film powstawał długo i z perypetiami. Po dwóch latach wszedł na ekran pod zmienionym tytułem „Miasto Nieujarzmione”. Z całkowicie zmienionym scenariuszem, bohaterami po ingerencjach cenzury i partii... M.F: - A jakim filmem fabularnym Pan debiutował? St.R: - „Trudną miłością”. Film był niedobry. Robiłem go w roku 1953. W okresie socrealizmu. Miałem dość siedmiu lat asystowania, byłem bez mieszkania... Scenariusz był niedobry, nieprawdziwy. Strasznie dostałem w de.... zresztą od byłych socrealistów filmowej krytyki. Tylko, że oni się błyskawicznie „przeorientowali”.... M.F: - Zawsze robił Pan filmy dobre, precyzyjnie przemyślane, bez ozdobników, ale były to filmy, które nie zdobywały szerokiej publiczności. Dobrze to czy źle? St.: - Mówiono, że Różewicz to majster filmów kameralnych, psychologicznych, z niewielką publicznością... Ale przecież takie filmy jak: „Westerplatte” miały pięć milionów widzów, „Wolne miasto” - cztery miliony. Dzisiaj przy dwustu tysiącach widzów mówią, że to sukces... Jeden z moich kierowników produkcji powiedział kiedyś: „Różewicz robi filmy kameralne, tak... Na pierwszym planie rozmawia dwóch gości, a z tyłu pali się miasto...”. Coś w tym było... M.F: - Jaką publiczność Pan najbardziej ceni? St.R: - Są różne rodzaje publiczności. Cenię widza myślącego. Tych widzów, którzy nie rozstaja się z filmem natychmiast po wyjściu z kina. M.F - Czy kładzie się cieniem na Panu popularność brata Tadeusza, którego twórczość weszła do kanonu lektur szkolnych? St.R: - Bratem się cieszę. A popularność... Jeden z pisarzy przysłał mi książkę z dedykacją: „Jednemu z Klanu Różewiczów”. Inny, którego też wysoko cenię, napisał mi: „Cichemu reżyserowi - cichy wielbiciel”... Pięknie, prawda? M.F: - Czy czegoś Pan żałuje w swojej twórczości? St.R: - Szeregu filmów, scenariuszy, których nie pozwolono mi zrealizować. ”Wyspy” napisanej dla mnie przez znakomitego Jana Józefa Szczepańskiego, ”Bocznego kanału”, „Defilady” pisanej z Tadeuszem...”V-2” pisanego z Janem Szczepańskim, historii Macocha... M.F: - Czy czuje się pan sławny w potocznym słowa tego znaczeniu? St.R: - Sława to względne, ryzykowne pojęcie. Można być zerem moralnym i „twórczym” i można być sławnym, bo na to pracują różni ludzie, pewne środki przekazu, bywa miernoty... Pojęcie sławy może kryć też różne „nadzienie”... M.F: - Czy miał Pan swoich starych mistrzów, na których się wzorował? St.R: - W naszym kinie takich nie widziałem. Wielcy mistrzowie kina światowego mnie fascynowali. Gdzie mi do nich... Starałem się mówić w moich filmach w sposób prosty, czysty, bez kinowego „baroku”, udawania – przekazywać widzowi te treści i tych bohaterów, te przemyślenia, którymi chcę się z widzami dzielić. M.F: - Spróbuję Pana sprowokować... Czy czytał Pan „Ulissesa” Joyce’a? Ja przebiłem się do strony dwusetnej i dopiero zrozumiałem, co miał na myśli T.S. Eliot, pisząc o dziele Joyce’a: „Zabił i pogrzebał wiek XIX”. St.R: - Nie doczytałem do końca, choć to wielki „majster”... Bliższy mi Czechow, Dostojewski, Kafka... M.F: - Czego chciałby Pan jeszcze posmakować w życiu? St.R: - W dalszym ciągu mam apetyt na życie, na świat, mimo tego, że jest to świat okrutny. Ale bywa też piekny. ”A obłoki jak obłoki...”, jak pisał Iwaszkiewicz. M.F: - Czy mógłby Pan podzielić się swoimi wrażeniami na temat naszego, tegorocznego festiwalu „Lato z Muzami”? St.R: - To, co tutaj robicie, to zjawisko dość rzadko występujące na prowincji. Robicie wiele dla sztuki i kultury. A ludzie, którzy zbliżają nas do rzeczy i zjawisk pięknych, czynią świat trochę lepszym. Brawo dla Waszego „Lata z Muzami ” M.F: - A czego Panu należy życzyć? St.R: - Zdrowia... M.F: - Życzę zatem wspaniałej kondycji, wszelkiej pomyślności losowej i wielu dzieł na miarę Pańskiego talentu. Rozmawiał M.A. Frydryk Wywiad przeprowadzono 9 lipca br., w trakcie IX Międzynarodowego Festiwalu Filmu-Muzyki-Malarstwa „Lato z Muzami” Nowogard 2005.
Tylko jaskółki zapłaczą... Rozmowa z Jackiem Bławutem – wybitnym dokumentalistą, operatorem i reżyserem.
- Twój ostatni film „Szczur w koronie” wstrząsnął i zamurował widownie. Wbrew tematowi, jakim jest agonia alkoholika na przestrzeni trzech lat jest to film z optymistycznym przesłaniem, apoteozą życia mimo śmierci bohatera. Czy zgadzasz się ze mną? - No tak. W tym filmie zrozumiałem jedna ważną rzecz-nie przypuszczałem ze człowiek w najtrudniejszej sytuacji życiowej, kiedy jest właściwie strzępem, kiedy jest go „mniej niż więcej”- potrafi cieszyć się życiem. Ono okazuje się być ciągle piękne, ważne, sensowne, chociaż na zewnątrz może wydawać się ze nie ma w nim nic pięknego. Nawet jak ktoś nie słyszy, nie widzi, nie może chodzić a ma jeden palec, który może porozumiewać się z drugim człowiekiem – to będzie czerpał z tego wielka radość. Życie nabiera wartości właśnie w trudnych sytuacjach, jak powiedział Bursa, „jest treścią niezwyciężoną”. - Skąd pomysł na zrobienie tego filmu? - Pomyślałem sobie, że tylu kolegów pochowałem w swoim życiu. Miałem wielkiego przyjaciela, operatora, nieprawdopodobnie zdolnego i wrażliwego człowieka - Jacka Żukowskiego, który zmarł mając 28 lat.Zmarł przez alkohol. Znam masę osób, które mają ten problem, a nigdy nie zastanawiałem się, o co chodzi w tym uzależnieniu. Dlaczego człowiek nie może powiedzieć - NIE! Czy taką cenę trzeba płacić? Chciałem się temu przyjrzeć. Po długich poszukiwaniach znalazłem człowieka w Zakładzie Odwykowym, który wydawał mi się sympatyczny, ciepły, urokliwy na swój sposób, oczytany i nie głupi. Zaprzyjaźniłem się z nim i tak to trwało przez 3 lata aż do jego śmierci! - Jacku, wspaniale i czule pokazałeś alkoholika jakby ponadczasowego, który może istnieć wszędzie, wszędzie każdym miejscu na ziemi. On przepił wszystko, nawet gniazdka elektryczne-pozostały mu tylko gołe ściany z gniazdem jaskółek pięknie przez ciebie filmowane. Czy one są symbolem trwałości istnienia? - Nawet całe rodziny jaskółek. One były dla niego czymś takim pięknym i jasnym. Michał dbał o nie, kochał je, dokarmiał. Była to jakby jego najbliższa rodzina, która spokojnie znosiła jego upierdliwość. - Jesteś przyjacielem tego miasta, festiwalu, wszyscy cię lubią. Jakie są twoje niekłamane wrażenia? - To, co się dzieje tutaj jest na pewno ogromnie cenne. Widać wielka pracę włożoną w organizację festiwalu, tutaj młodzi malują, są koncerty, imprezy – to wszystko jest fantastyczne. - Co chciałbyś na koniec przekazać ludziom stąd? - Od nas, od tych naszych wibracji zależy jak daleko będziemy ze sobą, jak będziemy swoje doświadczenia przekazywać młodym. Chodzi o to byśmy dyskutowali najwięcej, żeby młodzi ludzie mogli rozmawiać z mistrzami różnych dziedzin sztuki, żeby to było żywe, żeby ten festiwal był miejscem twórczego fermentu. Musimy być bliżej siebie, chcieć poznać siebie. Chciałbym, żeby ludzie wokół nas byli szczęśliwi, bo jest to najpiękniejszy widok. Abyśmy byli mądrzejsi, silniejsi. Rozmawiał: M. A. Frydryk
Cieszę się, że jest taki festiwal... Rozmowa ze Zbigniewem Buczkowskim - popularnym Heniem Lermaszewskim z serialu „Dom” i odtwórcą głównej roli w filmie „Lawstorant”.
Marian Frydryk: - Jak odbiera Pan ten festiwal? Z.B: - Lubię przyjeżdżać na takie festiwale, bo zawsze spotykam się z wielka życzliwością nie tylko publiczności, ale tez mieszkańców. Cieszę się, że tu jest taki festiwal i jestem na nim po raz pierwszy, ale dużo dobrego słyszałem o tym festiwalu od moich przyjaciół, przyjaciół m.in. od Leona Niemczyka, który go chwali i lubi tu przyjeżdżać. Mówi ze w tym mieście jest taka rodzinna atmosfera: „jak przyjedziesz to zobaczysz, odczujesz na własnym ciele”. I tak jest! M.F: - Czy aktorstwo to dobry sposób na życie? Z.B:- Nigdy nie marzyłem o tym żeby być aktorem. Zawsze chciałem zostać pilotem jak mój ojciec, który zginął w pierwszej po wojnie katastrofie lotniczej. Był kapitanem LOT-u. Moja mama na to się nie zgodziła. Na pana pytanie odpowiem prosto: - Ja od tego nie mogę uciec, zbyt mocno „wsiąkłem” w ten świat. Cieszę się z tego jak i moje dzieci. Leon Niemczyk ma około 400 filmów, ja około 300 i gdyby przełożyć to medale – ona ma złoty, ja srebrny. Aktorstwo jest odkrywaniem czegoś nowego. Lubię robić zakupy na targu, gdzie zaczepiają mnie różne typy i ja z nimi rozmawiam, prowokuję ich, żeby powiedzieli coś ciekawego. Później procentuje to w filmach, na przykład w ”Nocy św. Mikołaja”, gdzie wcieliłem się w taka postać z życia wziętą. Inspiracją do moich ról są różni ludzie, których gdzieś poznałem i może przez to te role są barwniejsze. Dla mnie aktorstwo jest sposobem na życie. M.F: - Czy jest pan człowiekiem bogatym? Z.B: - Mnie się wydaje, że tak, bo mam rodzinę, żonę, cudowne dzieci i spełniły mi się pewne marzenia z dzieciństwa. Nie chodzi o sprawy finansowe, tylko o bogactwo duchowe i z tego jestem najbardziej szczęśliwy. Pewnie, gdybym był w Ameryce, to przy tej ilości filmów zostałbym milionerem i latał prywatnym samolotem do Nowogardu. M.F: - Jak duże jest pana poczucie humoru? Z.B: - Wszystko zależy od osób, z którymi się przebywa. Jestem osobą pogodną, z poczuciem humoru. Nie lubię smutasów. Uważam ze uśmiech i radość życia powodują ze człowiek jest ciągle młody. M.F: - Co pana najbardziej śmieszy? Z.B: - Głupota ludzka, politycy też. Ktoś powiedział ładny dowcip: „Czy ktoś widział kwadratowy cyrk? - mówiąc o sejmie. Nikt nie widział, bo cyrk jest okrągły i sejm też”. Lubię otaczać się pogodnymi ludźmi z poczuciem humoru. Jestem takim podglądaczem życia.
„Wprosiliśmy się na ten festiwal” Rozmowa z Grzegorzem Lipcem- weteranem kina niezależnego i Jackiem Katarzyńskim - poetą filmowcem oraz aktorami: Tomaszem Burką i Jarosławem Żukiem.
Marian A. Frydryk: - Skąd bierzecie „kasę” na produkcję filmów offowych? Grzegorz Lipiec: - To są najczęściej nasze prywatne pieniądze. Nieco kapnęło nam przy sprzedaży filmu dla TVP „Dzień, w którym umrę”. M.F: -Jesteś z niego zadowolony? Grzegorz Lipiec: -Każda produkcja to są miesiące przygód, interreakcji, emocji i wakacje, zazwyczaj najlepsze. Patrząc z dystansu wiele bym zmienił teraz. M.F: -Jak tłumaczysz na polski tytuł filmu „Intelekt Kollapse”? Jacek Katarzyński: -Upadek umysłu. Pierwszy mój film poza grupą „Sky Piastowskie”, ale z jej udziałem. Jest to moja droga indywidualna. Autorem scenariusza jest Krzysztof Włodarski, który tatuuje „niegrzeczne” dzieci w Anglii. Jest to obraz narzucony przez niego i muzykę grupy „Profanum”, który jest mi bliski. M.F: -Czym dla was jest realizacja filmu? G.L : – Sposób na życie, może to zabrzmieć trywialnie i banalnie, ale także samorealizacja, przygoda, cos pięknego. M.F: – Najbliższe plany? G.L: - 21 października mamy 15-lecie „Sky Piastowskie” i jesteśmy w trakcie realizacji pierwszego dokumentu w naszej historii- filmu o żużlowcach, generalnie o fenomenie tego sportu. M.F: - Jak postrzegacie ten festiwal po dwóch latach nieobecności? G.L: - Świetnie. Rewelacja. Myśmy w ty roku wprosili się na ten festiwal, bardzo lubimy Nowogard.
„Odnajduję się w tych klimatach” Rozmowa z Wiesławem Paluchem - twórcą niezależnym, reżyserem filmów: „Motór”, „Teatr jest w nas”, „Wernisaż” , „Niepotrzebny”, „Przerwy w dostawie prądu”.
M.F: - Czym dla pana jest kino? W.P: - Sposobem wyrażania siebie. W kinie interesuje mnie pokazywanie własnej wizji rzeczywistości. Pokazywanie świata moimi oczami, tworzenie pewnej rzeczywistości na moich zasadach i to wydaje mi się najciekawsze. M.F: - A kino niezależne? W.P: - To kino powstało, ponieważ Polsce inaczej nie można było robić filmów. Nasz system finansowania kinematografii rozsypał się całkowicie. Młodzi twórcy, debiutanci stawali przed dylematem: albo nie robić filmu, albo wyprodukować go samemu w tym nurcie niezależnym za własne prywatne pieniądze i pieniądze sponsorów. M.F: - Jak pan postrzega ten festiwal i to miasto? W.P: - Szczerze mówiąc, to zaraz po przyjeździe poczułem tutaj klimat swojej rodzinnej miejscowości, bardzo mi bliski. To położenie nad tym jeziorem jest niesamowicie piękne. Ja bardzo dobrze się tu czuję, bo jest tu taka sielska atmosfera małego miasteczka. Coś, co jest mi bardzo bliskie, bo i z tego się wywodzę, odnajduje się w tych klimatach, ludziach. Momentami czuje się jak w Biłgoraju, chociaż chyba tu jest lepiej.
Nie wiedziałem, kto to jest Michał Wiśniewski... Rozmowa z Mikołajem Haremskim - reżyserem filmu „Lawstorant”, nagroda publiczności- „Laur Cisowy” na tegorocznym festiwalu.
M.F: - Jest Pan zadowolony ze swojego dzieła? M.H: - Ja nigdy nie jestem zadowolony. Nie oglądam filmu, kiedy go ukończę. Krzysztof Kieślowski powiedział kiedyś, że jeżeli 25% wyjdzie na ekranie z tego, co się zamierzało to i tak jest olbrzymi sukces. M.F: - Jak się pracowało z gwiazdorem polskiej sceny rozrywkowej- Michałem Wiśniewskim? M.H: - Ja go może troszeczkę kupiłem ty, ze w momencie, kiedy się spotkaliśmy w ogóle nie wiedziałem, kto to jest. Parę razy słyszałem te kawałki, które on nagrywał, ale nie zdawałem sobie sprawy ze to właśnie on. Kiedy go zobaczyłem trochę się przeraziłem tym, ze jest to jakiś element wyjęty z rzeczywistości, który mam włożyć do filmu i on ma pracować na ten film. Musiałem go przekonać, żeby zmienił swój image i przestał być popkulturową ikoną. Postanowiłem zmienić mu te włosy i ukryć za rolę. On w ogóle nie uważa się za artystę, który robi cos niesłychanego. Michał sprzedaje ludziom to, co chcą kupić. Jego kocha kamera. Zrozumiałe to przy zdjęciach próbnych: jak są trzy osoby na ekranie to się patrzy właśnie na niego, bo on się „fotografuje”. Zrobione zostało tysiące werków, tysiące fotosów - wszędzie jest dobry. Poza ty okazało się, ze Michał jest fajnym facetem, normalnym, inteligentnym,który nie potrzebuje własnych przyczep na planie.
„Jestem idealistą”Z Dariuszem Majchrzakiem, aktorem, grającym główną rolę w filmie Przemysława Wojcieszka pt. „W dół kolorowym wzgórzem” rozmawia Marian A. Frydryk.
- Czy utożsamiasz się z Ryśkiem, filmowym bohaterem, którego tak sugestywnie i przekonująco zagrałeś? - Ten bohater został wymyślony przez Przemka Wojcieszka, choć jest to oparte o historię człowieka, który naprawdę żył i który popełnił samobójstwo. Reżyser wychował się na tych terenach, gdzie film był kręcony, czyli w Wolimierzu i znał tego chłopaka. W filmie daje mu szansę na lepsze jutro... Może to jest taka „zabawa w Pana Boga”, a może ludzka szczerość i naiwność... - Jesteś typem aktora myślącego, wrażliwego, więc zadam ci „odkrywcze” pytanie. Czym dla ciebie jest aktorstwo? - Nie odpowiem ci na to pytanie, bo pomyślisz, że jestem nadętym bufonem... Powiem tylko, że to jest sens mojego życia. - Cofam pytanie. Masz talent? - Każdy człowiek ma jakiś talent. Problem polega na tym, że talent to nie wszystko. Talent to jakieś siedem procent sukcesu, cała reszta to praca, no może jeszcze trochę szczęścia i życzliwości ludzi. - Jakie masz wątpliwości związane z uprawianiem tego zawodu? - Jestem idealistą. Nie mam wątpliwości, bo chcę uprawiać ten zawód. Przeżywam jednak pewnego rodzaju rozczarowania w momencie, kiedy spotykam się z „szablonami” istniejącymi w środowisku aktorów, reżyserów, producentów. Bardzo dużo pracy włożyłem, żeby „być tu i teraz”. Gdyby aktorzy skupiali się tylko na aktorstwie, mielibyśmy najlepszych aktorów na świecie... Aby być aktorem, wyjść na scenę, pokazać się przed kamerą, słowem zaistnieć w tym zawodzie, trzeba przejść przez takie „bagno”, że potem zostaje ci tylko trzydzieści procent energii, by stworzyć coś wartościowego. - Twoje wrażenia z tego festiwalu... - Jestem pierwszy raz i czuję się tu świetnie, fantastycznie. Myślę, że za dziesięć lat może to być jeden z najlepszych festiwali w Europie.
Uczestnicy VIII Międzynarodowego Pleneru Malarskiego 4 – 16. 07.2005 r. Hardy Brix – Arhus (Dania)Urodzony w 1951 r. Mieszka w Arhus (Dania). Studia na Akademii Sztuki w Arhus (1977-81).W latach 1981-82 przebywał na stypendium artystycznym w Zagrzebiu (Jugosławia). Uprawia malarstwo sztalugowe, realizuje projekty wnętrz. Udział w licznych wystawach zbiorowych w Danii i za granicą. Ważniejsze wystawy indywidualne: 1994 – Torshavn, Frederikshavn, 2000 – Galeria Baggen Sztokholm, Galeria Embla Tromso, 2001 – Galeria Babette Knebelsbro, 2002 - Muzeum Sztuki Randers, 2003 – Centrum Sztuki Silkeborg Bad, Galeria Herr Oslo, Muzeum Sztuki Kemi (Finlandia).
Józef Czerniawski - SopotUrodzony w Myśliborzu w 1954 r. Studia na PWSSP w Gdańsku. Dyplom w 1977 r. w Pracowni Malarstwa prof. Kazimierza Śramkiewicza. Jest asystentem w Pracowni Malarstwa prof. Macieja Świeszewskiego. I stopień kwalifikacji uzyskał w 2000 roku - pracuje na stanowisku adiunkta. Wystawy indywidualne: 1978 - wystawa ZPAP Galeria "Sień Gdańska", 1987 - "Gale-ria'85", Gdańsk, 1988 - Galeria BWA w Sandomierzu, 1989 - Galeria "Pod Wodnikiem" Gdańsk, 1994 "Galeria-Biuro" Gdańsk,1998 - Galeria "Sfinks" Sopot, 2000 - Galeria "Koło" Gdańsk, 2001 - Galeria PGS Sopot.
Hettie Franken – Hengelo (Holandia)Urodzona w 1953 r. Studia w latach 1977-82 w Akademii Nowoczesnej Sztuki w Enschede (Holandia). W latach 1982-83 praca artystyczna we Włoszech, obecnie mieszka i tworzy w Hengelo (Holandia). Uczestniczy w plenerach artystycznych w kraju i za granicą. Ważniejsze wystawy: Florencja (Włochy) , Enschede, Utrecht, Almelo (Holandia), Coesfeld (Niemcy), Brande (Dania), Bruksela.
Jerzy Gumiela – Nowy Jork (USA)Urodzony w Nowogardzie, do 14 roku życia przebywał w Płotach, następnie w Szczecinie. Mieszka i tworzy w Stanach Zjednoczonych. Dyplom w 1980 na PWSSP w Poznaniu, później studia w Kopenhadze. Człowiek o zainteresowaniach renesansowych. Jego prace cieszą się uznaniem na całym świecie i eksponowane były m.in. w USA, Niemczech, Danii, Norwegii, Szwecji, Holandii, Francji, Turcji i Polsce.
Edward Habdas – Łódź Urodzony w 1939 r. w Gilowicach. Studia w PWSSP w Łodzi w pracowni prof. Jerzego Nowosielskiego. Dyplom w 1964 roku. Twórczość w zakresie malarstwa i grafiki. Autor kilkunastu wystaw inywidualnych i ponad stu wystaw zbiorowych w Polsce i za granicą. Laureat wielu nagród i wyróżnień. Wystawy za granicą: Manchester, Montreal, Malmö, Sztokholm, Hamburg, Hagen, Flensburg, Kolonia, Sao Paulo, Tokio, Rostock, Berlin, Stuttgart, Frankfurt n. Menem, Wiedeń, Miluza, Moskwa, Praga, Madryt, Sofia, Budapeszt, Seged, Landau, Bratysława, Liban, Barcelona, Chicago, Nowy Jork.
Wiesława Markiewicz – SzczecinDyplom 1982 r. na Wydziale Sztuk Pięknych UMK w Toruniu; malarstwo w pracowni prof. Stanisława Borysowskiego. Adiunkt w Wyższej Szkole Sztuki Użytkowej w Szczecinie. Członek Związku Polskich Artystów Plastyków. Wystawy indywidualne i zbiorowe.
Małgorzata Pabel – Warszawa Urodzona w 1952 r. w Warszawie. Studia na ASP w Warszawie w latach 1972-1978. Dyplom na Wydziale Rzeźby w pracowni Z. Demkowskiej. Udział w ponad 15 wystawach w kraju i za granicą.
Grzegorz Pabel – Warszawa Urodzony w 1940 r. w Ostrowcu Świętokrzyskim. Studia na ASP w Warszawie w latach 1959 – 1965. Dyplom na Wydziale Malarstwa w pracowni Jana Cybisa. Obecnie jest profesorem na Wydziale Malarstwa ASP w Warszawie, prowadzi pracownię malarstwa na Wydziale Grafiki. Dyrektor artystyczny Galerii Studio w Warszawie. Ponad 25 wystaw indywidualnych oraz udział w ponad 100 wystawach zbiorowych w kraju i za granicą.
Andrei Shirokov – RosjaUrodzony w 1960 r. Absolwent Kirowskiej Uczelni Malarstwa. Od 1984 r. uczestniczył w licznych krajowych i międzynarodowych warsztatach. Prace w muzeach w Rosji oraz w galeriach i kolekcjach w kraju i za granicą. Odbywał wielokrotnie podróże artystyczne do Grecji i Polski.
Wojciech Zieliński - SzczecinUrodzony w Szczecinie 30.12.1950 r. Studia artystyczne na Wydziale Grafiki ASP w Kraków/Katowice i Państwowa Wyższa Szkoła Sztuk Plastycznych w Gdańsku. Dyplom w pracowni prof. Władysława Jackiewicza w 1979 r. Nauczyciel malarstwa i rysunku w Liceum Plastycznym w Szczecinie. Ważniejsze wystawy indywidualne: 2000 - Trystero Galeria, Szczecin, 2000 - Kleine– Galera-Werkstatt, Berlin, 2001 – Galeria SPOR-1, Brand (Dania), 2002 – Sklnehuset, Kristianstad (Szwecja), 2003 – Instytut Polski w Sztockholmie „Objawienia św. Brygidy”, 2003 – Råthus Malmö (Szwecja), 2003 – Muzeum Miejskie, Ystad (Szwecja), 2004 – Berlin, 2004 – Galeria Baltic Point Warnemünde (Niemcy), 2004 – Vaster Gamla Gallery (Szwecja).
Leszek Żebrowski – SzczecinASP w Gdańsku na Wydziale Projektowanie Graficznego u prof. J. Krechowicza i na Wydziale Malarstwa u prof. W. Jackiewicza. Dyplom w 1978 r. Adiunkt w Wyższej Szkole Sztuki Użytkowej w Szczecinie. Twórca oryginalnych grafik o niepowtarzalnym charakterze, scenograf, plakacista. Liczne nagrody i wyróżnienia. Ponad dwieście wystaw indywidualnych i zbiorowych.
Halina Pokorska – Nowograd, komisarz pleneru Dyplom na Wydziale Architektury Wnętrz ASP w Warszawie 1981 r. Malarstwo sztalugowe, rysunek, instalacje, projekty wnętrz użytkowych. Wystawy indywidualne w kraju i za granicą (Węgry, Egipt, Niemcy). Prace w zbiorach prywatnych w Szwecji, Holandii, USA i Wielkiej Brytanii. Stała ekspozycja prac malarskich w Świeradowie Zdrój (Park Hotel). Inicjatorka międzynarodowego pleneru malarskiego w Nowogardzie. |
||